Pre-Chapter
"Darkness"
KILLER'S POV
Ciemność... Wszędzie ciemność. Otaczała mnie ze wszystkich stron.
Od zawsze była moim sprzymierzeńcem. Witaj , ciemność, stara dobra przyjaciółko.
Wyszedłem przed dom. O ile można było w ogóle nazwać to miejsce domem. Ja właśnie wydostałem się z piekła.
Ulica była całkiem pusta , nie licząc bezdomnego kota przechadzającego się chodnikiem. Zwierzak nagle przystanął i wlepił we mnie świecące żółte oczy. Machnąłem na niego ręką i kot natychmiast czmychnął gdzieś w krzaki.
W świetle ulicznej latarni dostrzegłem że całe moje ręce miałem umazane krwią. Krwią tego potwora. Kogoś kto nie zasługiwał na życie.
Wytarłem dłonie o bluzę, którą miałem na sobie , po czym wsiadłem do mojego ( no może niekoniecznie) samochodu.
Kiedy opuszczałem osiedle miałem ochotę wrzasnąć z radości.
Właśnie rozpoczęło się dla mnie nowe życie.
•••
DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ
Zawsze zastanawiałem się jak to jest stanąć przed prawdziwym sądem jako oskarżony. Kiedy nikogo nie obchodzi twoje imię i nazwisko , kiedy jesteś po prostu "oskarżonym".
Dzisiaj dowiedziałem się jak to jest.
Moja mama płakała. Dlaczego? Przecież powinna się cieszyć. Nie ma powodów do płaczu.
Chciałem z nią porozmawiać, ale mi nie pozwolono. Chciałem chociaż powiedzieć, że ją kocham.
Zamiast tego pokazano mi celę , w której miałem spędzić kilka dni.
Kiedy prowadzono mnie przez więzienny korytarz, starałem się jak najlepiej zapamiętać świat , który opuszczałem. Być może na całe życie.
Zastanawiałem się jeszcze , czy nie mogłoby być gorzej.
Mogło.
•••
CHRISSIE'S POV
Był to kolejny zwykły dzień w połowie maja.
Szłam przez pusty szkolny korytarz , niosąc kilka książek. W pośpiechu przetrząsałam kieszenie w poszukiwaniu klucza do mojej szafki. Zanim go znalazłam , dostałam paskudnego ataku kaszlu , tak mocnego że musiałam się zatrzymać. Zatkałam usta rękawem mojej ulubionej czarnej bluzy , czekając aż atak minie. Miałam dziwne wrażenie, że za moment wypluję własne płuca.
Ten cholerny kaszel męczył mnie już prawie tydzień. Dzisiaj wreszcie wybierałam się do lekarza , żeby w końcu przepisał mi jakieś leki , bo któregoś dnia po prostu udławię się kaszlem.
Podejrzewałam że zaczynała mnie brać jakaś choroba. Z jednej strony to dobrze , nie będę musiała pisać jutrzejszego sprawdzianu z matematyki .
Kiedy w końcu atak minął , skręciłam w główny korytarz i w tym samym momencie ktoś na mnie wpadł. Zdążyłam tylko dostrzec że to jakiś chłopak. Książki wyleciały mi z rąk i z trzaskiem upadły na podłogę.
- Uważaj jak leziesz! - zawołałam do niego.
- Sorry - chłopak schylił się i pozbierawszy książki, podał mi je.
- Przepraszam - powiedział , lustrując mnie spojrzeniem zimnych niebieskich oczu. Patrzył mi prosto w oczy , miałam wrażenie jakby chciał zobaczyć przez nie moją duszę. Jego twarz była dziwnie znajoma.
- Spoko - mruknęłam do niego bezbarwnym tonem , czując zbliżający się kolejny atak . Z trudem powstrzymałam się żeby nie kaszlnąć.
- Muszę lecieć - powiedział chłopak i pobiegł wzdłuż korytarza.
Próbowałam sobie przypomnieć, kto to. Znałam go z widzenia , nawet kiedyś zamieniliśmy parę słów.
Kiedy otwierałam moją szafkę , w mojej głowie coś kliknęło.
Wiedziałam co to był za chłopak. Teraz sobie przypomniałam.
W drugim semestrze zeszłego roku przyszedł do nas z innej szkoły , z której go wyrzucono. Podobno podczas lekcji zaatakował nauczyciela. Nie wiedziałam ile w tym było prawdy. Zresztą , nie za bardzo interesowałam się jego osobą. Poza tym nie dało się z nim prawie wcale porozmawiać, bo był zamknięty w sobie i unikał ludzi. Miewał jednak niekontrolowane wybuchy agresji.
Kiedyś w jednym z jego napadów furii rozbił szybę na korytarzu . Pamiętam jak na przerwie uderzył innego chłopaka z mojego roku tak mocno że tamten zemdlał i wylądował w szpitalu.
Nie wiedziałam , czemu go pobił , ale podejrzewałam że jego dziwne zachowanie spowodowane jest jakimiś osobistymi problemami. Mimo jego skłonności do wszczynania bójek i agresywnego zachowania nie został wyrzucony.
Cała szkoła , zarówno uczniowie jak i nauczyciele unikali go jak ognia. Wszyscy bali się jego wybuchów. Nikt się do niego odzywał ani nawet nie chciał o nim rozmawiać.
Bo on był po prostu... inny. Dziwny i niebezpieczny , a zarazem cholernie przystojny i pociągający. Gdyby nie był taki to na pewno dziewczyny ustawiałyby się do niego w kolejce.
Tylko raz udało mi się zamienić z nim parę słów. To było zaraz po tym kiedy rozbił okno i w dłonie powbijały mu się kawałki szkła. Zapytał mnie wtedy czy zaprowadzę go do pielęgniarki. Zaprowadziłam.
Teraz jednak nie mogłam przypomnieć sobie jego nazwiska. Na imię miał Lewis.. chyba... albo Logan , coś w tym stylu. Ale za cholerę nie mogłam przypomnieć sobie nazwiska. No , mniejsza z tym.
Pod koniec czerwca , zaraz przed zakończeniem roku zabrano go do poprawczaka , nie wiedziałam jednak za co. Od tamtej pory go nie widziałam. Aż do dzisiaj. Może wrócił po swoje rzeczy które zostawił...
Upchnęłam książki do szafki w której i tak wszystko było strasznie porozrzucane. Jakoś zawsze brakowało mi czasu żeby w niej posprzątać.
Zamknęłam szafkę i ruszyłam do wyjścia. Wyszłam przed budynek szkoły. Mimo tego że był już maj pogoda była taka sobie. Było na tyle ciepło że nosiłam krótkie dżinsowe spodenki ale oprócz tego miałam na sobie swoją ulubioną bluzę z logo zespołu Guns N Roses.
Rozejrzałam się. Courtney jeszcze nie było. Nigdzie nie było widać jej czarnego samochodu.
Courtney to moja ciocia , siostra mojej mamy. Odkąd 9 lat temu moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym , ona i jej mąż przejęli opiekę nade mną i moim starszym o rok bratem Ryanem. Mimo tego że byłam już pełnoletnia (mam 19 lat) , nadal mieszkałam z ciocią i wujkiem.
Po paru minutach czarny samochód Courtney zatrzymał się dokładnie naprzeciwko mnie.
Wsiadłam do środka , rzucając plecak na tylne siedzenia.
- Jak się czujesz , Chrissie? - zapytała od razu Courtney. Mimo tego , że miała już prawie 40 lat , wyglądała znacznie młodziej. Miała długie ciemne włosy z opadającą na czoło grzywką. Bardzo ją lubiłam , często nawet zwracałam się do niej po imieniu.
- Mhmm - mruknęłam i kaszlnęłam. Atak był tak mocny że aż zakłuło mnie w piersi - Jedźmy już do tego lekarza , bo się uduszę.
- Najpierw muszę jeszcze skoczyć na moment do pracy - oznajmiła Courtney , a ja znowu zakaszlałam.
- Po co? - zapytałam.
- Mam pilne wezwanie. Nie mogę nie przyjechać. Przecież wiesz jaką mam pracę.
Tak , ciociu dobrze wiem jaką masz pracę. Dyrektor szpitala psychiatrycznego. Najlepsza robota na świecie.
- Mogłaś mi o tym powiedzieć, wtedy wyszłabym godzinę później - powiedziałam.
- Mogłam , ale dowiedziałam się o tym dopiero przed chwilą.
Super.
- To mi zajmie tylko parę minut. Możesz zaczekać na mnie w samochodzie - dodała Courtney , wyjeżdżając z terenu szkoły.
- Ok - mruknęłam.
A więc znowu jedziemy do domu wariatów....
Jazda do Szpitala Psychiatrycznego Glenville położonego na obrzeżach( a raczej na odludziu) miasta , upłynęła nam w milczeniu. Kiedy Courtney zaparkowała samochód , w końcu zdecydowałam się odezwać:
- Courty , pójdę z tobą.
Nie miałam zamiaru siedzieć w samochodzie i czekać.
- Ok , jak chcesz.
Wysiadłyśmy z auta i ruszyłyśmy w stronę budynku szpitala. Byłam zaskoczona jego zaniedbanym stanem zewnętrznym. Wiedziałam że budynek był bardzo stary , ale ktoś powinien o niego zadbać, bo wyglądał jakby był opuszczony. Jedynie samochody pracowników poustawiane na żwirowym parkingu świadczyły o tym że instytucja nadal funkcjonuje.
Weszłyśmy przez duże oszklone drzwi do szpitalnego holu. Od razu uderzył mnie ten sam zapach niepranej pościeli zmieszany z zepsutym jedzeniem. Zakaszlałam.
Ostatni raz byłam tutaj bardzo dawno , jakieś pół roku temu, jednak absolutnie nic się nie zmieniło. Te same odrapane szare ściany , te same prawie porozwalane drzwi i ta sama przytłaczająca atmosfera. Ogólnie czułam sie tutaj nieswojo.
Z korytarza prowadzącego w stronę cel pacjentów co chwila słychać wrzaski i inne dziwne dźwięki , odbijające się echem od betonowych ścian.
- Chrissie , zaczekaj na mnie w barze , ok? - zapytała Courtney.
- Ok - skinęłam głową.
- Przyjdę po ciebie! - rzuciła na odchodne i pobiegła doskonale znanym jej korytarzem.
Westchnęłam głęboko. Byłam pewna że Courtney wróci po mnie za co najmniej pół godziny. W tym czasie to ja chyba zdążę umrzeć z nudów. No chyba że najpierw udusi mnie kaszel. Przez panującą tutaj strasznie wysoką temperaturę jeszcze bardziej drapało mnie w gardle. Mimo tego że bylam chora , ściągnęłam bluzę zostając w samej granatowej koszulce na ramiączkach.
Ruszyłam jednym z korytarzy. O ile dobrze pamiętałam , bar szpitalny był po lewej stronie.
Minęłam okratowane drzwi z napisem "tylko dla personelu" i dotarłam na miejsce. Nacisnęłam klamkę i weszłam do środka.
Ku mojemu zdziwieniu zamiast do baru trafiłam do czyjejś celi.
Była na szczęście pusta.
Pod ścianą stało zwykłe łóżko z brudną pościelą. Nad nim znajdował się krwawy napis: "więcej zabawy było w piekle". Po drugiej stronie znajdował się mały stary stolik i umywalka. W pokoju było prawie ciemno , bo jedyne okno było bardzo małe i w dodatku okratowane.
Nie wyobrażałam sobie życia w takich warunkach. Tutaj chyba każdy , nawet najnormalniejszy człowiek po prostu by zwariował.
Moje rozmyślania przerwały odgłosy kroków za moimi plecami.
Wstrzymałam oddech. Niech to szlag.
- Co ty tu robisz? - usłyszałam ochrypły męski głos.
Powoli odwróciłam się w jego stronę. Miałam dziwne wrażenie że jeżeli będę obrócona do niego tyłem to mnie zaatakuje w najmniej spodziewanym momencie.
Spojrzałam na niego. Stał w drzwiach , ubrany w zwykły szpitalny strój: białą koszulkę z krótkim rękawem i spodnie w tym samym kolorze. Na oko niewiele starszy ode mnie , mógłby mieć 20 parę lat. Był średniego wzrostu i szczupły , ubranie wisiało na nim luźno. Miał wystające obojczyki i wychudzoną twarz z mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi. Jego nieprzeciętna uroda od razu rzuciła mi się w oczy. Był przystojny , cholernie przystojny. Aż zdziwiło mnie że tak może wyglądać ktoś kto siedzi w wariatkowie...
Obie ręce chłopaka , od ramion aż po nadgarstki były pokryte tatuażami i poprzecinane bliznami. Na jego prawym nadgarstku dostrzegłam bransoletkę z wypisanym jakimś numerem.
Miał gęste ciemne rozczochrane włosy z grzywką lekko opadającą na czoło. Jego lewe oko było zapuchnięte , jakby ktoś go uderzył. Na szyi miał łańcuszek z srebrnym krzyżem.
Jego jasnoniebieskie obłąkane spojrzenie spoczęło dla mnie. Odruchowo się cofnęłam ale moje plecy natrafiły na zimną ścianę. Nie miałam dokąd uciekać.
Rytm mojego serca gwałtownie przyspieszył. Przez głowę przelatywało mi mnóstwo myśli co się za chwilę stanie.
- Dlaczego jesteś w mojej celi? - zapytał chłopak. Jego ochrypły głos brzmiał tak jakby dawno go nie używał. Zrobił krok w moją stronę.
Modliłam się w duchu by nic nie zrobił. Przez chwilę myślałam czy nie zacząć krzyczeć ale to mogłoby go zdenerwować. Wolałam siedzieć cicho.
- Co tutaj robisz?! - chłopak podniósł głos , jego oczy pociemniały. Kiedy krzyknął , dreszcze przeszły mnie od stóp do głów.
Cholera , nie jest dobrze.
Zebrałam się w sobie i powiedziałam najbardziej pewnym tonem na jaki mogłam się w tej chwili zdobyć:
- Trafiłam tutaj przypadkiem.
On się roześmiał. Jego śmiech brzmiał jak śmiech jakiegoś psychopaty. No , ale skoro tutaj był to z pewnością nie byl zdrowy na umyśle.
- Wierzysz w przypadki? - zapytał , patrząc mi prosto w oczy. - Bo ja nie.
Zaczęłam powoli przesuwać się w stronę wyjścia. Może uda mi się go szybko ominąć i uciec?
On jednak to zobaczył.
- Chcesz już iść? - zapytał. - Chcesz zostawić mnie samego? Tak dawno z nikim nie rozmawiałem. Prawie zapomniałem jak to jest używać głosu.
Przyparta do ściany , gorączkowo próbowałam wymyślić jakieś inne rozwiązanie. Nie mogłam jednak odpędzić myśli , że nie uda mi się stąd wyjść.
- Czemu z nikim nie rozmawiasz? - zapytałam. Zdecydowałam że najlepszym rozwiązaniem będzie rozmowa z nim.
- Z nimi nie da się rozmawiać. - zrozumiałam że ma na myśli innych pacjentów szpitala.
- Niektórzy nawet nie potrafią mówić. - dodał chłopak , siadając na łóżku, które zaskrzypiało przeciągle pod jego ciężarem.
- Nigdy nie miałem gości. Jesteś pierwsza - uśmiechnął się. Tym razem normalnie , a nie jak psychopata.
Ciężko było mi uwierzyć że on tutaj siedzi. Zachowywał się w miarę normalnie , normalnie rozmawiał. Więc co z nim było nie tak?
Chciałam to wiedzieć , ale wolałam nie pytać.
- Um.. No więc... - zaczęłam , nerwowo przygryzając wargę . - Dlaczego nikt cię nie odwiedza? - było to pierwsze pytanie jakie przyszło mi do głowy.
Chłopak spojrzał mi głęboko w oczy.
- Kto miałby mnie odwiedzać? - powiedział. - Nie mam rodziny. Ani nikogo innego.
W tym momencie zrobiło mi się go naprawdę żal. Może on wcale nie był niebezpieczny. Może trafił tu po jakiś traumatycznych przeżyciach związanych z jego rodziną , po których zwariował...?
Nadal jednak miałam ochotę stąd wyjść. Musiałam coś wymyślić.
- Wiesz co... - powoli przesunęłam się w stronę wyjścia. On jednak kontrolował wszystko co robię , jego oczy podążały za każdym moim ruchem.
- Muszę iść. - oznajmiłam ostrożnie - Ciocia na mnie czeka. Jeżeli chcesz , to mogę jeszcze kiedyś cię odwiedzić....
- Bardzo chętnie - na ustach chłopaka pojawił się uśmiech. - Ale nie opuszczaj mnie jeszcze.
- Nie mogę tutaj zostać - powiedziałam , zrywając kontakt wzrokowy z chłopakiem.
- Chcesz uciec?! - on nagle poderwał się z łóżka. Cofnęłam się. Oczy chłopaka wydawały się prawie czarne.
- Chcesz mnie zostawić!? Tak jak ona??! - ruszył w moją stronę. Chciałam przemknąć obok niego , ale on był szybszy. Z moich ust wydobył się cichy krzyk , kiedy złapał mnie za ramiona i przygwoździł do ściany. Miał tak mocny uścisk , że nie miałam szans na to by się uwolnić. Jego dłonie były tak zimne , jakby był martwy.
- Nie pozwolę ci odejść, rozumiesz? - warknął. Nasze twarze dzieliło zaledwie parę centymetrów. Teraz dostrzegłam że ma pod prawym okiem bliznę. - Nie zostawisz mnie tak jak ona!!!
- Nie wiem o kogo ci chodzi! - zawołałam , próbując się wyrwać. - Nawet cię nie znam!
Chłopak nagle umilkł. Zaczął znowu lustrować mnie wzrokiem.
- Ale ja za to wiem kim ty jesteś - wyszeptał.
Zamarłam.
- Nie pamiętasz mnie? - zapytał , widząc moje zdziwione spojrzenie.
Potrząsnęłam przecząco głową.
- Zawsze chciałem cię odnaleźć. - szepnął chłopak do mojego ucha. - To ty jesteś tą dziewczyną... - poczułam jego gorący oddech na szyi. Miałam ochotę uderzyć go w twarz i natychmiast uciec.
- Uwielbiam kiedy dziewczyna jest bezbronna - wymruczał cholernie zmysłowym głosem. - Tak jak ty...
- Zostaw mnie! - wrzasnęłam , ponawiając kolejną próbę ucieczki.
- Naprawdę mnie nie pamiętasz? - zapytał chłopak patrząc na mnie smutnym wzrokiem.
- Nie , nie pamiętam , oświeć mnie! - warknęłam , zastanawiając się czy nie ugryźć go w rękę.
- To przecież ty. - oznajmił. - To ty mi pomogłaś. Wtedy. Kiedy stłukłem szybę. W szkole.
W tym momencie poczułam się tak jakby ziemia osunęła mi się spod nóg. On wyglądał identycznie jak chłopak z mojej szkoły , którego wszyscy się bali. Ale to było fizycznie niemożliwe żeby tutaj był. Przecież spotkałam go dzisiaj w szkole!
Tylko skąd ten tutaj wiedział o szkole i stłuczonej szybie?? Cholera , coś tu nie grało... Albo on mnie wkręca , albo ja wariuję.... A może tamten chłopak z którym zderzyłam się w szkole to był ktoś inny? Może się pomyliłam , a Lewis czy jak mu tam skończył tutaj?
Postanowiłam zapytać go o jeszcze jedną rzecz , która mogłaby potwierdzić moje przypuszczenia:
- Wiesz jak mam na imię?
Kiwnął głową.
- Chrissie
____________________________
_______________________
___________________
Pierwszy rozdział. ;) dedykuję go @laughwithloueh za pomoc przy zwiastunie xx
